Informacje o użyciu broni chemicznej w Iraku znalazłem jeszcze w wielu miejscach: min. na stronach irak.pl i Democracy Now!. Wszystkie te rewelacje opierają się na filmie wyemitowanym niedawno w telewizji RAI (link). Obrazy są rzeczywiście przerażające, jednak całe zamieszanie opiera się na merytorycznym błędzie.
Zdający relację mylą amunicję fosforową z napalmem- “biały fosfor to substancja chemiczna używana w czasie wojny w Wietnamie, w bombach z napalmem” (rozmowa z J. Masseyem w Il Manifesto). Jest to oczywiście nieprawda. Napalm był mieszanką kwasu naftenowego i palmitynowego; współczesne bomby zapalające są mieszanką benzyny, benzenu i polistyrenu. Napalm jest to nazwa towarowa; używanie jej w odniesieniu do używanych współcześnie bomb zapalających Mk 77 jest błędem w takim samym stopniu co używanie nazwy “Walkman” do przenośnych odtwarzaczy Panasonica. Oczywiście nazywając rzecz inaczej nie zmieniamy jej – bomby zapalające stosowane przez US Army mają dokładnie tę samą zasadę działania co bomby z napalmem. Czy jednak wojsko USA używało napalmu – nie jest jasne. Amunicja fosforowa to zupełnie inna para kaloszy. Biały fosfor jest silnie reaktywną substancją, która w zetknięciu z powietrzem gwałtownie utlenia się, wytwarzając wysoką temperaturę i gęsty dym. Jest on używany przez wojsko do stawiania zasłon dymnych, oraz jako składnik amunicji zapalającej.
Broń fosforowa była użyta w Iraku- co do tego nie ma wątpliwości, US Army oficjalnie to potwierdziła. Na pewno nie były to jednak bomby- armia amerykańska nie ma bomb fosforowych na wyposażeniu. Biały fosfor jest stosowany w amunicji artyleryjskiej (armaty 105 i 155 mm, pociski moździerzowe). “Willy Pete” nie jest jednak kwalifikowana jako broń chemiczna, a jako broń zapalająca, której użycia zakazuje konwencja o broni konwencjonalnej, ale tylko przeciwko ludności cywilnej. Szkopuł w tym, że tego akurat punktu konwencji Stany nie podpisały- czyli w świetle prawa międzynarodowego nie doszło do nieprawidłowości.
Ano właśnie. Nie doszło do pogwałcenia konwencji więc co- wszystko w porządku? Jeżeli zabijamy cywili zgodnie z konwencją, to jest dobrze, a jeżeli np. traktujemy ich gazem, to źle? Jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe, dlaczego tak stawia się sprawę. Zabijanie cywili w trakcie wojny jest zbrodnią, niezależnie od tego czy dokonuje się tego przy użyciu broni masowego rażenia, czy broni konwencjonalnej.
Dłuższa dygresja. “Broń konwencjonalną” definiuje się w opozycji do “broni masowego rażenia”, do której to kategorii zalicza się broń nuklearną, chemiczną i biologiczną. Bronią konwencjonalną są za to na przykład bomby kasetowe CBU-75 Sadeye, zdolne zniszczyć obszar kilkunastu boisk piłkarskich, są nią wystrzeliwujące 6000 pocisków na minutę 20-milimetrowe działka M61 Vulcan, są nią także bomby zapalające Mk 77 i amunicja fosforowa.
Dlaczego zabrania się produkcji i przechowywania “broni masowego rażenia”, skoro zabija równie skutecznie co “broń konwencjonalna”? O argumencie o “niewybredności” tego rodzaju broni (nie wybiera, zabija jednakowo cywilów i żołnierzy) można zapomnieć; bomby także nie wybierają, podobnie jak szybkostrzelne działka, pola minowe itp.
Oto moja cyniczna myśl: różnica między bronią konwencjonalną a “masowego rażenia” leży w cenie. Cena broni chemicznej (dla uproszczenia pomińmy broń atomową i biologiczną) jest stosunkowo niska. Stosunek liczba ludzi zabitych/ cena jest nieporównywalnie korzystniejszy dla np. sarinu niż dla bomb burzących. Do prowadzenia wojny konwencjonalnej potrzeba więc znacznie szerszego zaplecza ekonomicznego. Zabraniając produkcji broni chemicznej, wyrywa się zęby biedniejszym państwom (takim jak Irak)- odbiera im się szansę obrony np. przed “światowym żandarmem”. Że co? Że broń chemiczna jest bezużyteczna w wojnie obronnej? Nie do końca, ponieważ pozwala “odstraszać” potencjalnego agresora atakiem np. na jego miasta, lub miasta sojusznika. Agresor w takim przypadku zastanowi się dwa razy przed inwazją- dlatego też np. Stany tak chętnie agitują za zakazem używania broni chemicznej. Cyniczne? Być może.
Czy to znaczy, że popieram używanie broni chemicznej? Muszę przyznać, że nie jestem pewien. Z jednej strony mierzi mnie współczesna praktyka wojenna, w którą wpisują się bombardowania miast, niszczenie infrastruktury i zaplecza przemysłowego, uderzające w takim samym stopniu w żołnierzy, co i ludność cywilną. Broń chemiczna wpisuje się znakomicie w ten schemat, przez co powinna być potępiona- ale razem z każdą “niewybredną” bronią. Z drugiej jednak strony jednak, nie ma raczej co liczyć na powrót do wojen prowadzonych rękami rycerzy, stających w polu przeciwko równym sobie; w dzisiejszych czasach broń chemiczna może, nieco paradoksalnie, służyć utrzymaniu pokoju na świecie- tak samo jak broń jądrowa dzięki swojemu potencjałowi odstraszania zapobiegała jak dotąd starciom wrogich sobie mocarstw.
To jednak wszystko teoretyczne rozważania. A fakty? Wg różnych doniesień (The Guardian, Washington Post) w Iraku zginęło już ponad sto tysięcy cywili, nieznany jest poziom zniszczeń infrastruktury- wszystko w imię demokracji. Czy możemy się na to zgadzać?
co tu wiele mówić masz racje ameryka ma potencjał bojowy ale sama traktuje się jako kogoś lepszego…dla czego nie uderzą na biedną kore?? bo mają B.M.R.?? a może to kwestia zę w korei nie ma ropy?? odpowiedziećmożę sobie każdy sam….
Masz racje.Szczegolnie co do kosztow broni.Zawsze ludziom ktory sa materialistami podoba sie to co tansze.Dobry ogolnie artykuł z twojej strony.Pozdrawiam