Jeżeli wziąłeś kredyt – i z jakiejś przyczyny nie jesteś w stanie go spłacić – to masz spory problem. Wysłany przez bank komornik zlicytuje Twój majątek, zostawiając Cię w przysłowiowych skarpetkach – a i tak, dopóki nie wyjdziesz z bankiem na zero, zmuszony będziesz oddawać mu część Twoich przyszłych dochodów.
Problemy niefartownych dłużników próbują rozwiązać politycy. Opierając się na funkcjonującej w wielu krajach (np. USA) tzw. upadłości konsumenckiej, chcą wprowadzić podobne rozwiązanie także w Polsce. Rozwiązanie polegałoby na pozostawieniu dłużnikowi części majątku (mieszkania o pow. 20 mkw. + 10 mkw./ osobę w rodzinie), licytacji reszty – i darowaniu długu, który zostanie po sprzedaży majątku. W ten sposób klient miałby jeszcze tyle, żeby “odbić się od dna”. O spełnieniu warunków upadłości (m.in. wysokości dochodów, wartości majątku) decydować miałyby specjalne kolegia przy Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów; rozpatrzenie wniosku miałoby kosztować 500 zł.
Wydaje się, że wszyscy są zadowoleni, zarówno klienci, jak i banki – choć w przypadku tych ostatnich jest to dla mnie trochę dziwne. Rozwiązanie nie jest nowatorskie, sprawdziło się już, więc może nie jest to taki głupi pomysł. Mnie zastanawia natomiast co innego – kto zapłaci za niespłaconą część długu? Tego w gazetach nie napisali – a jakoś nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, żeby bank chciał świadomie zrezygnować z należnej mu części pieniędzy.
Pierwsza możliwość jest taka, że nikt nie zapłaci – bank pieniędzy po prostu nie dostanie. Żeby więc powetować sobie straty, odbije sobie je na płacących regularnie klientach – zwiększając np. oprocentowanie kredytów. Oczywiście trudniej też będzie kredyt dostać, bo bank – świadomy możliwości utraty pieniędzy – będzie sprawdzał potencjalnych klientów dużo dokładniej.
Druga możliwość jest taka, że bankowi zapłaci państwo – czyli my. Zamiast budować autostrady, państwo będzie spłacać niesolidnych dłużników. Cóż, można i tak. Oczywiście samo stworzenie kolegiów rozpatrujących wnioski o upadłość będzie nas kosztować. Co prawda posłowie sugerują, że będą się one same finansować z tych 500 zł za rozpatrzenie wniosku, ale ja im jakoś nie wierzę.
Czyli – jak nie kręcił, d… z tyłu: za niesolidnych dłużników zapłaci cała reszta społeczeństwa. W końcu jesteśmy solidarnym narodem, nie?
Źródło: money.pl